Mrok

"A po nocy przychodzi dzień, a po burzy- spokój..."
Tak zawsze będzie, choć akurat dziś tak nie myślę. Dziś jest nicość, czarna otchłań, w którą sama się wpędzam. I jak odpowiedzieć na troskliwe pytanie "ale co się stało", kiedy nic się nie stało, po prostu przyfrunął wielki skrzydlaty stwór i zasłonił całe słońce.... i nie widać już kojącego światła, jest zimno i pusto, i samotnie, mimo obecności życzliwych osób...
 
Mam wszystko, a jednak płaczę. 
Jestem kochana, a jednak cierpię.

Dramat, dramat, wiecznie dramat. 

Może urodziłam się w mroku, przeplatanym tylko epizodami jasności, a teraz wracam powoli do macierzy? Czy uda się jeszcze wyszarpnąć tym czarnym skrzydłom?


Komentarze

Do przeczytania

Pochylone drzewo