Szary kokon
A raczej- nie pozwoliłam sobie zaobserwować. Na pewno coś mogło przykuć moją uwagę, gdybym tylko rozgoniła tę nudę, rutynę dnia powszedniego, gdyby rozwiać opary szarzyzny i wychynąć z ciasnego (lecz wygodnego) kokonu codzienności. Och, ale bredzę, dużo się dzieje przecież, choć nic spektakularnego (może stąd mój pisarski marazm, zwoje mózgowe domagają się fajerwerków...).
Skąd to moje pragnienie, by zawsze było "więcej" i "bardziej"? Znam szarych ludzi o szarym życiu, którzy są szczęśliwi. Spełnieni. Ja nie jestem jeszcze w stu procentach szczęśliwa, a spełniona nawet nie w pięćdziesięciu. Czekam, jak przyczajony na gałęzi ptak, i obserwuję rozwój wydarzeń. Nadchodzi pora działania, za długo już tkwię w bezruchu. To nie będzie jutro czy za miesiąc, ale już wiem, że się wydarzy, a to bardzo dużo na początek. Trzeba się tylko przygotować na bolesne lądowanie, w końcu wszystko jest twardsze niż wymoszczony dobrze kokon...
Komentarze
Prześlij komentarz