Nie każdy będzie twoim przyjacielem

Mam w sobie głupią dziecięcą naiwność i przekonanie, że będę się przyjaźnić z każdym, kto pojawi się na mojej drodze. 
Na przykład... do budynku wprowadzają się nowi sąsiedzi, a mnie się od razu wydaje, że często będziemy spędzać razem wieczory na grach planszowych, grillach i ploteczkach. A tu znów rozczarowanie- z poprzednimi sąsiadami nie zaiskrzyło (mimo, że wydawało się, że mamy wiele wspólnego), a obecni są tak zapracowani, że ledwo ich widuję... Oczywiście nie mogę ich winić, że nie ma ich w domu, bo są skupieni na karierze :) Ale to dla mnie jakaś taka ciężka do przełknięcia, niepowetowana strata i wielka szkoda (bo przecież mieszkamy drzwi w drzwi, jesteśmy w podobnym wieku, nawet język ten sam...)... I mogłoby być tak pięknie... zwłaszcza w obcym kraju, gdzie fajne przyjaźnie są na wagę złota. 

Ostatnio jednak coś do mnie dotarło. Sam fakt, że ktoś mieszka blisko, też ma dziecko, mówi w twoim języku czy nawet ma podobne zainteresowania nie oznacza, że będziecie się przyjaźnić. Potrzeba przede wszystkim wspólnych wspomnień, które powstają dzięki wysokiej częstotliwości spotkań i wzajemności. Ostatnio wyczyściłam sobie przestrzeń z "wampirów energetycznych", jak ich nazywam. Ludzi, którzy chętnie się spotkają (jeśli akurat im to pasuje), ale raczej nie wyjdą z inicjatywą, nie utrzymują kontaktu, generalnie nie bardzo interesują się tobą, aż do następnego spotkania (które znów ty zainicjujesz, bo naiwnie wierzysz w potencjał tej znajomości). Zmęczona byłam traceniem energii na kogoś, kto nie potrafił dać wiele w zamian...

Bardzo jestem ciekawa, które przyjaźnie przetrwają, kiedy pewnego dnia wyjedziemy ze Szwajcarii...  



Komentarze

  1. Prawda jest taka, że ekstrawertycy adoptują introwertyków i tak się tworzą przyjaźnie :-) Każdy introwertyk ma takiego swojego "oficera łącznikowego" ze światem zewnętrznym.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Do przeczytania

Pochylone drzewo