Wbudowana melancholia

Potrafię rozpłakać się niemal na zawołanie. Przydatna cecha, gdybym była na przykład aktorką. W małżeństwie też znajduje zastosowanie.Któremu facetowi nie zmięknie serce na widok ciurkających łez? Ile spraw można załatwić, ile ugrać... 
Mnie jednak podatność na płacz niekiedy utrudnia codzienne funkcjonowanie. Rozmawiamy na jakiś temat, słowa nie chcą przejść przez gardło, bo w głowie już jestem pięć myśli do przodu (zwykle tych najczarniejszych) i... powód do płaczu gotowy. Mimo, że przeważnie moje wyobrażenia to czysta abstrakcja. Nic takiego by się nie wydarzyło, ale mnie już smutno.     
Wzrusza mnie bezsensowna śmierć. Płakałam po katastrofie smoleńskiej, a ostatnio po Krzysztofie Krawczyku. M. nie mógł się nadziwić, że opłakuję jakiegoś obcego faceta. Chyba powoli moja rozpacz przestaje robić na nim wrażenie, tak często występuje. To by było na tyle, jeśli chodzi o ugrywanie :)
Co zrobię, że lubię smutek? Książki bez happy endu, dramaty obyczajowe, smętną muzę. Lubię się wypłakać, pobiadolić nad światem. Jest mi potem lepiej. Urodziłam się z wbudowaną melancholią. Nie można jej usunąć, ustawienia fabryczne. Czasem tylko M. wgrywa mi pakiet "Life is beautiful, let's be happy". I jesteśmy. To znaczy, on zawsze, a ja przez chwilę. 

Komentarze

  1. Ze mnie śmieją się nawet moje dzieci, bo "oczy mi się pocą" na bajkach Disneya nawet....nawet na tych co już kilka razy widziałem. Ja w sobie postrzegam to raczej jako jakąś psychopatyczną chorobę, bo poza skłonnościa do wzruszeń mam jeszcze skłonność do wymyślania okrucieństw i tortur na jakie wystawiłbym moich adwersarzy i tych, którym zdarza się skrzywdzić (może nawet czasami nieświadomie) uczucia moich bliskich. Wiem, wiem ....Dr.Jekyll i Mr.Hyde. Słabo znoszę bezsilność i bezbronność zwłaszcza względem głupoty i ignorancji.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Do przeczytania

Pochylone drzewo