Męki tworzenia

Mam kilka godzin wolnego, bo syn w żłobku. "Nie chcę, żebyś w tym czasie gotowała, myła okna czy układała w szufladach"- mówi M. 
"To ma być czas dla ciebie, może napisz wreszcie tę książkę, zrób kurs, przemyśl, co jest do przemyślenia. To jest czas dla twojego wnętrza, wyglądem mieszkania się nie przejmuj". Czyż to nie kochany człowiek? Wiem, że ma rację, a jednak niełatwo mi zastosować sie do jego zaleceń. Z prostego powodu- lubię widzieć efekt pracy, najlepiej już, natychmiast. Z umytym oknem tak będzie, z pisaniem książki niekoniecznie. Głupia pułapka dla umysłu, bo przecież, żeby coś powstało, trzeba to zacząć. Napisać słowo, drugie, zdanie, wymyślić historię, bohaterów. I to MUSI trwać, tworzenie to proces. Szymborska, na pytanie dziennikarza, czy mogłaby udzielić mu wywiadu, pokręciła przecząco głową: "Ja czasami cały tydzień zastanawiam się nad jednym słowem". Mam podobnie. Tylko szybko dopada mnie zniechęcenie i poczucie straconego czasu. I niestety opowieść utyka w martwym punkcie...

A może... nie jestem jeszcze gotowa? Słowa siedzą w mojej głowie, ale nie powskakiwały jeszcze do właściwych szufladek? 

Komentarze

Do przeczytania

Pochylone drzewo