Sąsiedzi

Nasi sąsiedzi w marcu obchodzą pięćdziesiątą rocznicę ślubu... Podarowaliśmy im z tej okazji pięknie malowane kubeczki do herbaty. Widzę ich czasem przez okno, zasiadających w fotelach w salonie, nieśmiało zakładam, że prezent był trafiony. Codziennie rano osiemdziesięcioparoletni mąż udaje się na przejażdżkę rowerem, a żona stojąc na ganku żegna go całusem. Niekiedy siadają razem właśnie na tych schodach przed domem i czytają lokalną gazetę. Raczej nie są ciepłolubni, zwłaszcza ona, często- mimo niepogody- chodzi w zwiewnych sukienkach i na boso. Nie mają wnuków. Mówią, że nasz syn dostarcza im rozrywki, kiedy mogą go obserwować szalejącego po ulicy. Ich domek jest uroczy, biały z czerwonymi okiennicami. Bardzo dbają o ogród, jest pełen życia. My najbardziej lubimy małe drzewo, które w nim rośnie i które wypełnia widok z naszego kuchennego okna. Drzewko jest przystrajane stosownie do okoliczności- na Wielkanoc kolorowe jajeczka, w grudniu wielkie błyszczące bombki... Zabawne, że deszcz, nie-deszcz, akcesoria są zawieszane i ściągane dokładnie w te same dni każdego roku, szwajcarska precyzja czy staruszkowe dziwactwo?
 

Komentarze

Prześlij komentarz

Do przeczytania

Pochylone drzewo