Jesienna strona

"Rzeczywiście, tak jak księżyc
ludzie znają mnie tylko z jednej
jesiennej strony..."

Naprawdę, dosyć tych smutów! Ilekroć zasiadam przed komputerem, przychodzą mi do głowy same żałobne historie, ponure myśli i łzawe zakończenia. M. się śmieje, że teraz, kiedy mogę pisać o czym popadnie, wychodzi na jaw moja prawdziwa mroczna natura. W ogóle to jestem drama queen! "Plac Zbawiciela" widziałam w kinie, lubię czytać o ludzkich dramatach i wpadać w melancholię, słuchając jakiejś rzewnej muzyki. Tak, od zawsze mieszka we mnie smutek. Kumplujemy się, nie przeganiam go, choć ostatnio postanowiłam trochę z nim powalczyć, żeby nie rozpanoszył się na dobre. 
W związku z tym będę sobie notować pozytywności, które przydarzyły się w tygodniu. Żeby nie zapomnieć, że mam być za co wdzięczna. 

Cieszę się, że:

- synek zaczął żłobek i adaptuje się lepiej, niż przypuszczałam.

- idzie wiosna! Mamy przebiśniegi za oknem.  

- oprócz pąków na drzewach, kiełkuje też nasz nowy projekt podróżniczy (jak ja uwielbiam planować :)!

- wreszcie pojawiły się szparagi i mieliśmy fajną kolację w czwartek, z winem i rozmowami do nocy 




Komentarze

Do przeczytania

Pochylone drzewo