Chcieć to móc?
Wstrząsające, bo lekko mną wstrząsnęło.
To jedno z tych zdań, które powinno dać do myślenia. Zmobilizować do działania. Nawet zirytować może, gdy wyda nam się prawdziwe.
"Zawsze znajdujesz się w tym miejscu, w którym chciałeś być"
I teraz mam dylemat, czy się z nim zgodzić*
Psycholożka, która w wywiadzie użyła w/w cytatu wytłumaczyła je tak: Na wszystko jest sposób i właściwie tylko od nas zależy nasze samopoczucie. Nie potrafisz nawiązać zdrowej relacji z partnerem, a za ten stan rzeczy obwiniasz "trudne dzieciństwo"? Istnieją terapie, psychologowie, grupy wsparcia. Zazdrościsz figury przyjaciółce, ale nawet nie próbujesz walczyć z nadwagą, bo uważasz, że masz "złe geny"? Ona też ma "złe", a jednak biega, pływa, tańczy i dobrze wygląda.
Przychodzisz do pracy z miną cierpiętnika, masz szefa- tyrana, ale boisz się zmian, no i co rodzina powie? Cóż, to twoje 30% życia się marnuje. Rozpocznij poszukiwania nowego zajęcia, załóż firmę, dołącz do biznesu kolegi. Na wszystko jest sposób.
Przestańmy szukać usprawiedliwień. Jestem nerwowa (po ojcu, jak sobie zawsze tłumaczyłam), ale czy to znaczy, że muszę gwałtownie besztać moje dziecko? Nie, mogę popracować nad brakiem anielskiej cierpliwości. Mogę zmienić pracę, jeśli obecna mnie nie satysfakcjonuje. Mogę się rozwieść, jeśli jestem poniżana. Wiem, nie jest łatwo wziąć odpowiedzialność za siebie, bo do tego sens powyższego zdania sie sprowadza. Ale chyba warto próbować.
* dylemat, czy się stuprocentowo zgodzić z tym stwierdzeniem, wynika z wątpliwości: A co, jeśli ktoś ma chęci, ale naprawdę nie ma mocy i środków i możliwości na zmiany? (Myślę tu o np. biednych ludziach Trzeciego Świata). Czy "chcieć to móc" działa także w Wenezueli czy Sudanie? Temat na dłuższą dyskusję...
Zawsze uważałem, że typ podejścia "chcieć to móc" jest nieco przesadzony. Natomiast wszelkie próby zmiany sytuacji mogą stworzyć zupełnie nieoczekiwane okazje i otworzyć drogi, o których istnieniu wcześniej nie wiedzieliśmy...ale to nie gwarantuje, że zmiany będą na lepsze :-P
OdpowiedzUsuńTutaj mamy dwie postawy, jak w piosence Kaczmarskiego "Obłomow, Stolz i ja".
Są tacy, których napędza dynamika świata jaki generują wokół siebie i jest to swoiste perpetum mobile. Podczas gdy inni prowadzą życie pokornych księgowych a po nocach piszą "Proces".
Chyba najważniejsze w tym wszystkim to samoświadomość tego czego chcemy i co dla nas dobre...nie to co sugeruje nam świat ale to co wynika ze środka. Być może szczęście to lepić garnki gdzieś na końcu świata gdzie nawet prąd nie dochodzi a niekoniecznie zasuwać w korpo po to by moć kupić sobie rzeczy jakich nie potrzebujemy tylko po to by zaimponować ludziom, których nieznosimy. No ale świat jaki znamy raczej promuje ten drugi wzór...bo przecież trzeba kupować, żeby być to trzeba mieć :-P.