Pajęczyna słów

Słowa przychodzą tuż przed snem. Jakby ukrywały się cały dzień w zakamarkach świadomości i dopiero w ciemności odważały się zabłysnąć. 
Tłoczą się, kotłują, każde chce pierwsze wypłynąć na powierzchnię. Czy je spamiętam? Nie zapiszę ich teraz, stolik, pióro i papier są w pokoju obok, a ja już połową ciała unoszę się w powietrzu. Niebanalne zlepki słów, oryginalne słowotwory, historie warte odnotowania, bohaterowie warci zapamiętania... Tuż przed zaśnięciem jestem Kafką,  Hemingway'em, Szymborską, a budzę się jako tabula rasa- białe zeszyty, nienarodzone jeszcze skojarzenia, niezmącona tafla wody. Tworzę, ale zdania powstają w bólach, brak mi tej lekkości przedsennej. Gdyby tak można było wokół głowy rozpiąć pajęczynę! Złowić unoszące się frywolnie słowa, uwięzić je do rana, obiecać im słodkie dożywocie w podziwu godnej księdze. Przed snem wszystko jest pogmatwane, a jednocześnie klarowne. O świcie zostaje tylko nieuchwytny żal za utraconymi utopiami...   

Komentarze

Do przeczytania

Pochylone drzewo