Na Dzień Dziadków
Miałam babcie, które pamiętam dobrze i dziadków, których niestety nigdy nie poznałam. W ogóle w naszej rodzinie występuje deficyt mężczyzn...
Wielka szkoda... Ze smutkiem stwierdzam, że historia lubi się powtarzać- mojemu synowi też się ostał tylko jeden dziadek, a szanse, że się kiedykolwiek spotkają, są nieduże.
Z jednym z moich dziadków łączy mnie najwcześniejsze wspomnienie z dzieciństwa. Musiałam mieć nie więcej niż trzy lata. Posiadaliśmy gospodarstwo, trwały żniwa, cała rodzina wyszła w pole do pracy. Mnie zostawiono pod opieką dziadka w jakiejś komórce. Pamiętam, jak strasznie się bałam. Płakałam, dopóki nie wróciła mama. Nie przypominam sobie twarzy, gestów, zachowań, możliwe, że dziadek po prostu zajmował się swoimi sprawami, a ja miałam "nie przeszkadzać". Ale do dziś pamiętam grozę, jaka wypełniała ten ciemny pokój. Tego roku dziadek zmarł, nie było mi dane (świadomie) z nim porozmawiać.
Babcie dzieliłam na "miastową" i "wiejską". Ta "wiejska", mama Taty, opowiadała nam mnóstwo bajek, mościliśmy się w kącie łóżka, a babcia Misia zaczynała opowieść. Przerywała ją, kiedy musiała zamieszać na kuchni czy nakarmić inwentarz, a my z niecierpliwością czekaliśmy na ciąg dalszy. Zwykle chodziła w zapasce, fartuchu i z laską. Pomagaliśmy jej pielić grządki, za co dostawaliśmy parę groszy. Smażyła konfitury z róży, były całkiem smaczne, jeśli nie trafiło się na zbite grudy cukru. Wyszła ponownie za mąż, za sąsiada, łatwiej prowadzić gospodarstwo we dwoje. Bardzo lubiłam przyszywanego dziadka Bronka, nasze rozmowy, wspólne narzekania, dzięki niemu też skończyłam studia (wspierał mnie mocno ze swej sybirackiej renty).
Babcia "miejska" była zasadnicza. Wierzyła w dyscyplinę, wychowała szóstkę dzieci, opowiadała, że ona była odpowiedzialna za wychowanie córek, a dziadek miał mieć na oku synów. Tak się podzielili obowiązkami. Zadbana- bywała regularnie u kosmetyczki i fryzjera, ułożona, nie zawsze tolerancyjna. Zbeształa mnie, kiedy przyniosłam do domu szminkę, którą dostałam od córeczki Cyganów koczujących na łące obok jej mieszkania. Nie mogłyśmy się z nimi bawić. Co roku, na zakończenie szkoły, spędzaliśmy popołudnie u niej, piekąc gofry i chwaląc się zdobytymi nagrodami. Również wyszła ponownie za mąż, ale nie było to najszczęśliwsze małżeństwo. Podejrzewam, że odetchnęła z ulgą, kiedy została sama.
Przytulam Was, dziadkowie, gdziekolwiek jesteście... Nie zapomniałam...
Komentarze
Prześlij komentarz