Pamiętnik V.M.
Fragment pamiętnika V.M.
Nie wiem, dlaczego zdecydowałam się z nim spotykać. Być może ujęła mnie jego inteligencja i takt... Na pewno nie aparycja- miał w sobie coś z jaszczurki, suche spierzchnięte usta, których nie lubiłam całować... Poza tym był przeraźliwie chudy, lubię szczupłych mężczyzn, ale, doprawdy, bez przesady. Czułam pod palcami każdą wypukłość jego żeber i kręgosłupa. Był taki... wysuszony. Miałam wrażenie, że jego napięta do granic możliwości skóra pewnego dnia pęknie jak zetlałe ze starości płótno.
A on... Ubóstwiał mnie miłością niepojętą śmiertelnikom. Pieścił każde słowo wychodzące z moich ust. Celebrował skąpo wydzielane przejawy czułości i nadawał im ogromne znaczenie. Godzinami rozmawialiśmy o poezji i podróżach, potrafił fascynująco opowiadać o Argentynie, w której niegdyś pomieszkiwał. Gdybym mu pozwoliła, rzuciłby dla mnie całe dotychczasowe życie, które- wiem to od niego- uwierało go mocno. Był stworzony do latania, ale w prezencie od losu otrzymał tylko klatkę z widokiem na niebo. Nic dziwnego, że tak kusiły go bezkresne przestrzenie i swoboda, których symbolem byłam ja. Nie mogłam (i nie chciałam) brać na siebie takiej odpowiedzialności...
Komentarze
Prześlij komentarz