A sen nie nadchodzi
Od kiedy pamiętam byłam jakaś inna. Z pozoru przeciętna, nudna, szara, wewnątrz- zagmatwana, nietuzinkowa, kipiąca emocjami niczym Etna lawą.
Czułam, że dostałam do przeżycia fascynujące życie, które pewnego dnia niespodziewanie wyłoni się z mgły codziennej beznadziejności i zacznie fajerwerkami. Ale przecież najpierw trzeba odpalić lont. Dać losowi szansę, jak w tym dowcipie o Icku, Panu Bogu i loterii.
Przez pierwsze trzydzieści jeden lat nie pomagałam przeznaczeniu. Choć od dawna przeczuwałam, że jestem wyjątkowa- nie ośmielałam się sięgnąć po marzenia z wyższej półki; wystarczały mi te podstawowe. Można się nawet nie zorientować i spędzić tak całe życie.
***
Moja wybiórcza pamięć zanotowała następujące wspomnienia z dzieciństwa; mam może sześć lat, pomagam wnosić siatki z zakupami po schodach, niefrasobliwie obijając je o metalowe poręcze klatki schodowej, tłukę wielki słój śmietany, wszystko przemaka, mama jest zagniewana, a ja za karę muszę używać rozmiękłego papieru toaletowego, który też był w torbie.
Mam dziewięć lat, jest noc, mama- wykończona i senna- wręcza mi płaczące zawiniątko, to moja nowonarodzona siostra, drze się wniebogłosy, a ja nie wiem, jak trzymać dziecko. Pamiętam różowy kocyk, w który była owinięta.
Mam siedem, osiem lat i nikt nie chce się z nami bawić na osiedlu, bo jesteśmy nowe i nie przeklinamy. Podwórko ma kształt leju po bombie, jest karuzela, trzepak i śmietnik. Trzymam się z dwójką starszych chłopaków, jeden z nich, zwany Cyganem, bo ma ciemną karnację, dziwną rodzinę i nie jest stąd, staje się moją pierwszą fascynacją miłosną. Do dziś lubię brunetów. Jestem przeszczęśliwa, kiedy wybiera mnie do swojej drużyny, to były czasy, kiedy grało się w nogę i zbijaka do wieczora, dopóki matki z balkonów nie wywoływały po kolei na kolację. My byłyśmy wołane na samym końcu. Nie spieszyło mi się, ale też wolałam się nie spóźniać; w domu czekał ojciec, chciałam mieć za sobą litanię tych samych pytań, zadawanych rozwlekłym głosem, z mnóstwem pauz, które- fałszywie- zapowiadały koniec przesłuchania. Niekiedy- jeśli miałam szczęście- wracałam, kiedy już chrapał na wersalce, a mama ściągała mu buty i spodnie do spania. Naszemu wieczornemu oglądaniu telewizji bardzo często towarzyszyło chrapanie, nauczyłam się ignorować ten dźwięk w tle, jakby był integralną częścią filmu.
CDN...
Komentarze
Prześlij komentarz