Trochę matematyki

 Matematyczna dyskusja przy śniadaniu. 

"Zawsze mam problem, jak obliczyć 70% od ceny oryginalnej"- opowiadam Miguelowi o moim ostatnim buszowaniu po wyprzedażach.
"Przeważnie robię tak-  obliczam 50%, a potem dodaję jeszcze trochę i wychodzi mi mniej więcej".

Mój osobisty bankowiec spojrzał na mnie ze zgrozą i rozpoczął tłumaczenie matematycznych oczywistości. Objaśniał, wyliczał, dzielił, mnożył, zaokrąglał...wszystko w pakiecie. Niestety, ścisłowiec ze mnie marny, niewiele zrozumiałam...

Chwilę potem pakujemy naczynia do zmywarki. Mamy zupełnie odmienne zdanie, jak powinny być ułożone. Ja miksuję sztućce, M. segreguje, łyżki razem, noże razem itp. 
"Przecież to się dobrze nie wymyje"- tym razem ja tłumaczę mu oczywiste oczywistości, pokazując sklejone łyżki. 
"Ale łatwiej się potem wyciąga, kiedy leżą razem"- M. nie daje za wygraną. 
"Nie, nie! Muszą być pomieszane! A zresztą ile czasu zaoszczędzisz, segregując je od razu, a nie przy wyciąganiu? Minutę, dwie? Amazing!"- zaśmiewam się- "I co zrobisz z tym całym zaoszczędzonym czasem?"
"Nauczę Cię matematyki"..

Nadzieja umiera ostatnia :)









Komentarze

Do przeczytania

Pochylone drzewo